Ananas jadalny, Ananas sativus, Ananas comosus - roślina uprawna z rodzaju Ananas, z rodziny ananasowatych. W stanie dzikim występuje w Brazylii. Wygląd ogólny - bylina wysokości do 1,2 m. Łodyga - pęd silnie skrócony. Liście - długie, sztywne, kłujące, na łodydze ułożone spiralnie Kwiaty - niepozorne, ciasno stłoczone, sześciodzielne, fiołkowe. Owoc - rozwija się ze zrośniętych szypułek kwiatowych, przysadek, działek kielicha i zalążni. Owoce są beznasienne, o masie 1-2 kg, czasem 5 kg, o barwie brunatnozielonej, po dojrzeniu złotawożółte. Pióropusz liści ponad owocem nosi nazwę korony. Normalnie dojrzewa w okresie letnim. Obecnie dzięki opryskom kwasem naftylooctowym reguluje się rozwój roślin, aby plantacje dawały plon w ciągu całego roku. Pierwszy plon zbiera się po 18-24 miesiącach od założenia plantacji. Rozmnażanie - przez sadzonki zielne. Uprawy - Ananas był uprawiany w Ameryce na długo przed przybyciem Kolumba. Największe uprawy mają Chiny, Hawaje, Filipiny, Brazylia i Meksyk. Wykorzystanie przez człowieka - Duże soczyste i aromatyczne owoce nadają się do spożycia zarówno w stanie surowym, jak i po przetworzeniu soki, dżemy, kompoty. Zawierają enzym ułatwiający trawienie bromelina.
Zakładki:

************

Zacznij pisać...

Teraz zobacz, czy możesz się ze mną kolegować

RSS
środa, 21 grudnia 2011
Gettin' higher...


Nie jestem orędowniczką rozwiązań siłowych, ale pacyfistką też nie jestem: uważam, że pięść czasem jest argumentem. Na przykład jestem coraz bliższa temu, by siłą pięści wyjaśnić mojemu wujkowi, jak dziwaczne są jego założenia.

- Żydzi to jest dziwny naród - objawia swą mądrość wujek.
- A dlaczego? - pytam, przeczuwając, co się będzie działo.
- Bo oni najpierw się ze wszystkim zgadzają, a potem walczą - po długim milczeniu objawia swą kolejną mądrość wujek.
- Uważam, że jest to krzywdzące uogólnienie - mówię spokojnym tonem.
- Ale skąd... - wujek już szykuje się na pełną zaciekłości walkę.
- Mówisz tak, bo nie lubisz Żydów, a ja podziwiam ten naród, więc nie będę z Tobą dyskutować - ucinam zawczasu kłótnię, chroniąc tym samym wujka przed złamanym nosem, bo to jednak rodzina.
- Właśnie, że nie... - wujek nie daje za wygraną, aby zindoktrynować kolejną duszę.
- Uważam, że jest to krzywdzące uogólnienie i można tak powiedzieć o wielu narodach, w tym o Polakach - kończę potencjalną jatkę i wychodzę z pokoju, zostawiając za sobą wujka i jego pochwały eugeniki.

Nie jestem orędowniczką rozwiązań siłowych, ale pacyfistką też nie jestem: uważam, że pięść czasem jest argumentem. Na przykład jestem coraz bliższa temu, by siłą pięści wyjaśnić mojemu wujkowi, jak dziwaczne są jego założenia.

- Ty jesteś przecież patriotką, prawda? - zaczepia mnie wujek.
- Tak, to prawda, jestem patriotką - odpowiadam grzecznie a dumnie.
- Ale co nam przyjdzie z patriotyzmu, skoro już stajemy się kolejnym landem Niemiec - z gniewem w głosie komentuje moją postawę wujek.

Tak, od kiedy mam w rodzinie zacietrzewionego, żarliwego zwolennika pewnej dużej partii prawicowej, przestałam wierzyć w pacyfizm...


16:33, frida.lyngstad
Link
poniedziałek, 12 grudnia 2011
A wiatr w kominie...


Onego czasu, kiedy jeszcze współpracowaliśmy z Niemcami, wyświadczyłam mojej niemieckiej koleżance przysługę. W ramach podzięki poprosiłam o likier Chambord - słodki alkohol z długą tradycją.
Ruszyło mnie jednak sumienie; prosząc o alkohol, potwierdziłam stereotyp Polaka, co za kołnierz nie wylewa. No ale słowo się rzekło - kobyłka u płota. Żeby jednak podzielić się z kimś moim poczuciem winy, opowiedziałam tę historię mojej koleżance: przysługa - alkohol - stereotyp Polaka. Wysłuchawszy, moja koleżanka zmarszczyła czoło i zapytała: "A co to w ogóle za likier?"
Podłamana opowiedziałam kolejnej koleżance moją historię: przysługa - alkohol - stereotyp Polaka i dopowiedziałam reakcję pierwszej. Koleżanka zmarszczyła czoło i skomentowała to następująco: "Ale czemu akurat Chambord? Jest wiele innych lepszych likierów!"
Kiedy wczoraj siedziałam z Karoliną przy jednym stole i popijałyśmy wermut z colą, przypomniała mi się ta opowieść i opowiedziałam ją: przysługa - alkohol - stereotyp Polaka - poczucie winy z tym związane - reakcja pierwszej koleżanki - reakcja drugiej koleżanki. Karolina zasępiła się na trzy sekundy i odparła: "Wiesz, ja bym wybrała wino".



23:38, frida.lyngstad
Link
sobota, 10 grudnia 2011
Trochę żywności kupmy...
















22:49, frida.lyngstad
Link
piątek, 09 grudnia 2011
Potem macierz dołączoną, a na końcu macierz odwrotną

Gdyby przyszedł do mnie Jan i poprosił o sfotografowanie go, zrobiłabym mu zdjęcie profilu lewego, profilu prawego i en face.

Profil lewy, proszę usiąść z boku.

- Czy ktoś mógłby mi pomóc z tym kartonem? - prosi Daria z korytarza.
- Oczywiście! - donośnie oznajmia Janek, po czym tak długo ociąga się ze wstawaniem, że do Darii dobiega ktoś inny, aby jej pomóc.

Profil lewy zrobiony. Proszę teraz pokazać prawą stronę.

- Słuchaj, Janek, czy mógłbyś mi pomóc opisać kilka torebek? - proszę ja.
- Wiesz co, bardzo chętnie, ale akurat mam teraz coś pilnego i żmudnego do wykonania; może potem, jak już się z tym uporam - Janek zasiada do komputera na 10 minut, po czym wychodzi na obiad i wraca za minut trzydzieści.

Profil prawy sfotografowany. Proszę usiąść na wprost mnie i pokazać całą twarz.

- Wiecie - roztrzęsionym głosem rozpoczyna Paulina - na przejściu dla pieszych niemal rozjechał mnie samochód. Na zielonym świetle i nawet mnie lekko trącił, ale uskoczyłam.
- Ale słuchajcie tego - wyraża zainteresowanie Janek - Stoimy kiedyś na Niepodległości na chodniku, czekamy na zielone światło, a tu nagle jakiś idiota chce skręcić w prawo i skraca sobie drogę, wjeżdżając na chodnik, na którym my stoimy. Przylgnęliśmy do ściany budynku i nie wiem jakim cudem ten gość nikogo nie zabił.

Bardzo dziękuję. Wszystkie trzy ujęcia zrobione.







23:23, frida.lyngstad
Link
Najpierw macierz dopełnień!



Padła propozycja. Niech pada. Na pysk i się nie podnosi. Nie cierpię, kiedy "padła propozycja", "padła prośba", "jest plan" i "to jest jakaś myśl". Mam ochotę poćwiartować tego, kto tak mówi. Jest plan, aby kogoś takiego pozbawić życia. To jest jakaś myśl, nieprawdaż?



23:17, frida.lyngstad
Link
A na trzynastej ulicy...


Nic na to nie poradzę, ale od czasu zaproszenia na zdjęcie świąteczne, kiedy widzę mail od Dyrektora Zarządzającego, w którym stanowczą czcionką podkreśla, że coś nie podlega dyskusji, mam przed oczyma rozwścieczonego renifera z czerwonym nosem.
Nic na to nie poradzę...


23:16, frida.lyngstad
Link
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 67